Wrocław News

Ślizgawka zamiast chodnika. Dlaczego Wrocław tonie w śniegu, a piesi w strachu

Mimo rekordowej gołoledzi i opadów w lutym 2026 roku tysiące metrów chodników we Wrocławiu pozostaje nieodśnieżonych, zamieniając codzienne spacery w ryzyko złamanej nogi lub ręki.

 

Luty 2026 roku zapisał się we Wrocławiu jako jedna z najtrudniejszych zim od lat. Marznące opady, gołoledź i kilkucentymetrowa warstwa śniegu sprawiły, że miasto dosłownie „poszło w ślizg”. Na jezdniach pracują pługosyparki Ekosystemu i ZDiUM, ale chodniki – te, po których codziennie chodzą tysiące wrocławian – w wielu miejscach wyglądają jak tor saneczkowy. Mieszkańcy Maślic, Ołtaszyna, Krzyków, a także centrum zgłaszają to samo: „Nawet psy się ślizgają”, „Starsza pani upadła przed moim blokiem i złamała biodro”, „Idę do pracy i boję się każdego kroku”.

 



 

Problem nie jest nowy, ale w tym sezonie uderzył z wyjątkową siłą. Na grupach lokalnych w mediach społecznościowych codziennie pojawiają się zdjęcia i filmy: ubity, oblodzony chodnik przy ul. Zwycięskiej, Ślężnej, na osiedlach przy ul. Kurpiów czy na Maślicach. Straż Miejska potwierdza – w styczniu i lutym 2026 nałożyła już setki mandatów. Kary? Od 100 do 500 zł na miejscu, w sądzie nawet 1500 zł. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej.

 



 

Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (art. 5 ust. 1 pkt 4) obowiązek uprzątania śniegu, lodu i błota z chodnika leży po stronie właściciela nieruchomości, jeżeli chodnik przylega bezpośrednio do granicy jego posesji. Dotyczy to zarówno właścicieli domów jednorodzinnych, jak i wspólnot mieszkaniowych oraz spółdzielni. Jeśli między posesją a chodnikiem jest pas zieleni – odpowiedzialność przechodzi na gminę. W praktyce jednak większość chodników w mieście podlega właścicielom.

 



 

I tu zaczyna się absurd. Przepisy nie przewidują żadnych zwolnień dla seniorów, osób niepełnosprawnych, kobiet w ciąży czy chorych. 75-latek, który ledwo chodzi, ma albo sam odśnieżyć 30–40 metrów chodnika, albo zapłacić firmę (koszt w tym sezonie 25–60 zł za metr bieżący). Wielu nie robi ani jednego, ani drugiego. Efekt? Setki upadków. Poszkodowani coraz częściej idą do sądu i wygrywają – odszkodowania sięgają od kilku do nawet 80 tys. zł (złamania, operacje, rehabilitacja, renta).

 



 

Miasto chwali się „Akcją Zima” i 1174 kilometrami odśnieżonych ulic. Tymczasem piesi dostają… rady: „zgłoście do Ekosystemu” (tel. 71 758 69 22) albo „dzwońcie na Straż Miejską”. Zgłoszenia wpływają, ale reakcja jest wolna, a kontroli fizycznie nie da się zrobić na każdym odcinku. Rzecznik Praw Obywatelskich od lat alarmuje: system jest niesprawiedliwy i dyskryminujący. Dlaczego właściciel domu ma odśnieżać publiczną drogę dla pieszych, skoro jezdnię odśnieża gmina za publiczne pieniądze?

 



 

W 2026 roku debata rozgorzała na nowo. Pojawiły się głosy, by gmina przejęła obowiązek odśnieżania wszystkich chodników publicznych i sfinansowała go z podatków lokalnych. Pojawiły się też propozycje ulg podatkowych dla seniorów i niepełnosprawnych oraz obowiązkowego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej dla właścicieli. Na razie jednak nic się nie zmienia.Do czasu ewentualnej reformy pozostają trzy rzeczy:

 

  1. sąsiedzka pomoc – młodsi odśnieżają starszym;

  2. wynajęcie profesjonalnej firmy (coraz popularniejsze na osiedlach);

  3. konsekwentne zgłaszanie zaniedbań.

 

Bo zima we Wrocławiu nie odpuszcza. A chodnik to nie prywatny ogródek – to publiczna przestrzeń, po której mają prawo bezpiecznie chodzić wszyscy. Dziś jest lodowiskiem. Jutro może być salą sądową.

 

wróć

Wrocław News