Lodowisko na rynku już prawie gotowe
2026-02-13 17:50:39
28 stycznia 2026, godzina 21:49. Rynek we Wrocławiu tonie w zimowym mroku, ale nie jest pusty. Latarnie rzucają ciepłe, żółte światło na mokre kostki brukowe, a w tle majestatycznie oświetlone kamienice i Ratusz wyglądają jak z bajki.
Noc nad Rynkiem: jak wstecznie powstaje wrocławska tafla marzeń
28 stycznia 2026, godzina 21:49. Rynek we Wrocławiu tonie w zimowym mroku, ale nie jest pusty. Latarnie rzucają ciepłe, żółte światło na mokre kostki brukowe, a w tle majestatycznie oświetlone kamienice i Ratusz wyglądają jak z bajki. W samym centrum, tuż przy fontannie „Zdrój”, rozciąga się coś, co jeszcze kilka dni temu nie istniało: długa, biała, podniesiona na stalowych podporach konstrukcja. To nie tymczasowy pomost ani scena. To lodowisko. Albo raczej – jego szkielet, który za kilka dni zamieni się w 30-metrową taflę lodu, na której wrocławianie po niemal 20 latach znów będą mogli jeździć na łyżwach w samym sercu miasta.
Stoję tu teraz, w tej zimnej, wilgotnej nocy, i patrzę, jak ekipa MCS Wrocław kończy kolejny etap montażu. Białe panele podłogi są już ułożone w długim, prostokątnym kształcie – 30 na 10 metrów. Czerwono-biała taśma ostrzegawcza otacza całość, a z lewej strony stoi kontener-techniczny, w którym jutro albo pojutrze pojawią się łyżwy, szatnia i toaleta. W tle migocze niebieskie światło – pewnie dekoracja fontanny albo pierwsze girlandy światełek, które już teraz zapowiadają magię. Jest cicho. Tylko od czasu do czasu słychać metaliczny dźwięk klucza albo ciche przekleństwo robotnika, który próbuje wyrównać ostatnią podporę. Rynek śpi, a lodowisko budzi się do życia.
A teraz cofnijmy się o kilka godzin.
Kilka godzin wcześniej, jeszcze przed zmrokiem 28 stycznia, ekipa układała ostatnie segmenty białej podłogi. Panele, lekkie, ale wytrzymałe, izolowane termicznie, przyjeżdżały na ciężarówkach i były montowane jeden przy drugim niczym gigantyczne puzzle. Każdy musi leżeć idealnie równo – kostka brukowa Rynku jest piękna, ale absolutnie nie równa. Dlatego wcześniej, jeszcze tego samego dnia, robotnicy regulowali setki stalowych nóg-podpor. Centymetr po centymetrze, z poziomnicami laserowymi, żeby tafla nie falowała. Jeden błąd i lód pęknie przy pierwszej jeździe.Cofnijmy się o dobę.
27 stycznia. Rynek jeszcze wyglądał „normalnie” – tylko w jednym rogu stały już palety z panelami i kontener. Ekipa zaczęła od pomiarów i oznaczenia terenu. Taśmami, chorągiewkami, taśmą malarską na bruku. Potem rozstawiano pierwsze rzędy podpór. To najtrudniejszy etap – trzeba było zabezpieczyć zabytkową nawierzchnię, podłożyć maty ochronne, a następnie ustawić całą konstrukcję tak, by unosiła się kilkanaście centymetrów nad ziemią. Wszystko po to, żeby nie uszkodzić tysiącletnich kamieni i jednocześnie stworzyć płaszczyznę, na której da się zamontować system rur chłodzących.
Cofnijmy się o tydzień.
21–22 stycznia. Na Rynku panował jeszcze spokój ferii zimowych, ale w biurach urzędu i w hangarach MCS Wrocław trwały ostatnie przygotowania logistyczne. Zamówiono 140 par niemal nowych łyżew, pingwinki i foki do nauki dla dzieci, girlandy światełek, nagłośnienie, a także elementy dekoracji: wielki herb Wrocławia, który zostanie zatopiony pod lodem, rodzinę białych niedźwiedzi polarnych i choinki. Ktoś w tym czasie sprawdzał oferty prądu – lodowisko będzie zużywać mnóstwo energii, bo system chłodzenia musi działać non stop, nawet gdy temperatura powietrza będzie dodatnia.Cofnijmy się o dwa tygodnie.
Początek stycznia 2026. Decyzja zapadła już dawno – lodowisko wraca na Rynek po niemal 20 latach przerwy. Ostatni raz tafla stała tu w sezonie 2006/2007 i była większa (wtedy 25 × 40 m). Teraz jest kameralna – tylko 300 m², ale za to w najpiękniejszym możliwym miejscu: pod oknami Ratusza, z widokiem na Sukiennice i kamienice. Koszt? Ponad 200 tysięcy złotych. Miasto zapłaciło, ale projekt realizuje się w ramach 8. edycji „Dolnośląskiej Zimy” – wspólnej akcji samorządu województwa i Wrocławia. Wiceprezydent Renata Granowska mówiła wtedy w mediach: „Chcemy, żeby wrocławianie i turyści mogli aktywnie spędzać ferie w centrum miasta. To nie będzie wielkie lodowisko, ale będzie magiczne”.
Cofnijmy się jeszcze dalej – do jesieni 2025.
Trwał przetarg. MCS Wrocław – firma, która od lat specjalizuje się w mobilnych lodowiskach – przygotowywała ofertę. W dokumentach zapisano wszystko: wynajem kompletnego systemu, infrastrukturę (kontener szatniowy, toaleta, barierki), kompleksową obsługę przez cały okres ferii, a nawet organizację imprez towarzyszących. W tle trwały dyskusje – czy małe lodowisko ma sens? Czy nie lepiej zrobić większe na innym placu? Ostatecznie wygrała lokalizacja. Bo gdzie indziej można jeździć na łyżwach, mając nad głową gotyckie wieże Ratusza i patrząc na oświetlone kamienice?A teraz wróćmy do tej nocy 28 stycznia.
Konstrukcja stoi. Jutro albo pojutrze ekipa rozłoży system rur chłodzących, podłączy agregaty (te głośne skrzynie, które będą stały gdzieś z boku), a potem zacznie się najpiękniejszy etap – warstwowe zalewanie wodą. Najpierw cienka warstwa, zamrożenie, potem kolejna i kolejna. Aż powstanie tafla na tyle gruba, by wytrzymała setki łyżew. Na samym końcu – dekoracje. Herb Wrocławia zatopiony w lodzie, niedźwiedzie, girlandy światełek, muzyka. I kontener, w którym będzie można wypożyczyć łyżwy za symboliczną cenę 10 zł (w cenie biletu).
Za kilka dni, 2 lutego o 14:00, lodowisko zostanie uroczyście otwarte. Będzie czynne codziennie do 15 lutego – w dni powszednie 10:00–20:00, w weekend walentynkowy już od 8:00. Wejścia tylko o pełnych godzinach, sesje 45 minut jazdy + 15 minut na czyszczenie i wygładzanie lodu. Maksymalnie 80–100 osób naraz. Małe, ale wyjątkowe.
Stoję tu i wyobrażam sobie, jak za tydzień ten sam plac będzie wyglądał zupełnie inaczej. Śmiech dzieci, muzyka, błysk łyżew, para oddechu w zimnym powietrzu, a w tle – Ratusz i kamienice, które widziały już niejedną zimę. Po 20 latach przerwy wraca tradycja, która kiedyś była oczywista. Wraca w skromniejszej, ale bardziej kameralnej formie. I właśnie dlatego jest tak piękna.
Noc na Rynku trwa. Ekipa pakuje narzędzia. Jutro kolejny etap. A ja wiem jedno: za kilka dni to miejsce stanie się najpiękniejszą zimową pocztówką Wrocławia. I nikt nie będzie pamiętał, że jeszcze niedawno było tu tylko białe rusztowanie na stalowych nogach.
Bo lodowisko nie powstaje od razu. Powstaje warstwa po warstwie, krok po kroku, wstecz – od gotowej tafli do pustego placu. A my właśnie jesteśmy w samym środku tej magicznej, odwróconej historii.
wróć